alicja korek

Alicja Korek-Courbon

Zapraszam do lektury wywiadu z Alicją Korek-Courbon, konsultantką w dziedzinie inkluzji społecznej, równości płci oraz różnorodności. Pracuje przy międzynarodowych projektach realizowanych głównie na terenie Afryki.

O dostrzeganiu, o otwartości i empatii w relacjach międzyludzkich oraz wpływie różnorodności na dobrostan społeczny.

Co mówisz, gdy pytają, czym się zajmujesz? Kim jesteś, co tworzysz, jak nazywa się Twoja firma i czym się zajmuje i gdzie mieszkasz/ prowadzisz swój biznes.

Od ponad sześciu lat mieszkam z rodziną w Lyonie, przepięknym mieście położonym w środkowo-wschodniej Francji, tam, gdzie spotykają się dwie rzeki: Rodan i Saona. Wcześniej los prowadził mnie w różne zakątki świata: pracowałam i mieszkałam w Algierii, na Martynice, pod Paryżem, a także na Wyspach Kanaryjskich. Szukałam swojego miejsca. Czy je znalazłam? Nie wiem. Być może właśnie to „błądzenie” jest kwintesencją mojego życia. Dlatego tak dobrze czuję się, prowadząc własną, jednoosobową działalność: mogę pracować z niemal każdego miejsca na ziemi.

Na pytanie: „Czym się zajmujesz?” wciąż trudno mi odpowiedzieć krótko i zwięźle. Ale podejmę to wyzwanie. Jestem konsultantką w dziedzinie inkluzji społecznej, różnorodności oraz równości płci. Pracuję przy projektach międzynarodowych realizowanych głównie na terenie Afryki. Prowadzę też warsztaty dotyczące włączenia społecznego i równouprawnienia dla firm, organizacji i instytucji we Francji. Działam również w sferze artystycznej i kulturalnej jako kuratorka, koordynatorka projektów oraz artystka.

Moi klienci znają mnie po prostu jako Alicję Korek, ale moja firma ma imię : Ravinala.

Prawdę mówiąc, rzadko go używam, choć bardzo je lubię. To słowo wiele dla mnie znaczy i trafnie oddaje moją naturę. Ravinala to łacińska nazwa drzewa podróżników – niezwykłej rośliny, w której nasadach liści gromadzi się woda deszczowa. Dawniej to właśnie nią spragnieni wędrowcy gasili pragnienie w czasie swoich długich wędrówek.

Od czego się zaczęło? Czy to był plan, przypadek, pasja czy może akt desperacji z domieszką intuicji? Pamiętasz ten moment, kiedy powiedziałaś sobie „idę w to”?

Zaczęło się od przeprowadzki. Po siedmiu latach pracy jako funkcjonariuszka w instytucji państwowej pod Paryżem, zajmującej się promocją kultury i inkluzji społecznej, los niespodziewanie rzucił mnie (razem z mężem i dwójką dzieci) na Martynikę. Chcieliśmy zmienić coś w naszym życiu. Pragnęliśmy innego rytmu, słońca, przestrzeni, świeżego początku. I tak, trochę przypadkiem, trafiliśmy na tę niezwykłą karaibską wyspę, część terytoriów zamorskich Francji.

Na miejscu okazało się, że znalezienie pracy nie będzie łatwe. Postanowiłam więc wziąć sprawy w swoje ręce i założyć firmę. Początki były trudne, zdobycie pierwszych klientów wydawało się prawie niemożliwe. Ale z czasem wszystko zaczęło się układać, jakby prowadzone niewidzialną nicią losu.

Pierwsze warsztaty dla dzieci poprowadziłam dzięki Murielle, nauczycielce, którą spotkałam… na plaży. Steva poznałam w kinie, to on zaproponował mi misję koordynacji wspaniałego festiwalu filmowego. Z kolei Annabel, karaibska artystka i tancerka, zaprosiła mnie do współtworzenia i kuratorowania międzynarodowego festiwalu sztuki performance. Poznałyśmy się przypadkiem, w kawiarni.

Tak to się zaczęło. Bez planu, bez strategii. Z połączenia ciekawości, intuicji i odwagi, by powiedzieć „tak” nieznanemu.

Czy to Twój pierwszy biznes? A może jedno z kilku wcieleń zawodowych? Co Cię przyprowadziło do miejsca, w którym jesteś?

Muszę przyznać, że czasem czuję się, jakbym miała wiele żyć.

Praca przy projektach kulturalnych i artystycznych, misje w ramach współpracy międzynarodowej, warsztaty we Francji… Każde z tych doświadczeń to jak osobny rozdział, inny kolor mojej drogi.

A do tego dochodzi jeszcze macierzyństwo: jestem mamą dwóch wspaniałych dziewczynek.

Bycie matką to również praca, oczywiście nieopłacana, ale bezcenna w swojej wartości. Uczy organizacji, cierpliwości, słuchania, a także… przywództwa.

Po kilku latach spędzonych na Martynice przenieśliśmy się do Lyonu, dokąd mój mąż otrzymał propozycję pracy. Ja również znalazłam dla siebie wyzwanie, misję dla Uniwersytetu Panafrykańskiego, w ramach projektu współpracy międzynarodowej. Tym razem jednak życie zaprowadziło mnie do Algierii.

Przez rok mieszkałam w największym kraju Afryki, latając do domu na weekendy i święta. To był czas pełen prób, emocji i tęsknoty, wyzwanie ogromne, zarówno dla mnie, jak i dla całej rodziny. Ale daliśmy radę. Wyszliśmy z tego silniejsi. Dziś wspominam ten okres z dumą.

Obecnie większość projektów afrykańskich, które koordynuję, realizuję zdalnie, odbywając jedynie krótkie podróże.

Jak wygląda Twój biznesowy dzień? Tak naprawdę.🙂

Zaczynam od kawy, tradycyjnie, i od… przeczytania wiersza. Całkiem serio.

Poezja pozwala mi się wyciszyć, otworzyć umysł, spojrzeć na świat z innej perspektywy. To mój codzienny rytuał,  moment uważności, zanim wpadnę w wir obowiązków.

Potem przygotowuję śniadanie dla córek, słucham ich rozmów, śmiechu, czasem porannych marudzeń.

Biorę prysznic przy muzyce, to mój drugi mały rytuał.

A później dzień nabiera tempa: pisanie raportów, prowadzenie warsztatów, spotkania – online i offline – rozmowy z partnerami projektów, nowe pomysły, które rodzą się między jednym a drugim kliknięciem w ekran.

Mimo tego rytmu staram się zostawić sobie w tygodniu przynajmniej dwa „okienka” na popołudniowy spacer. Nie musi to być park, może to być zatłoczona ulica, plac, miasto w pełnym biegu. Uwielbiam obserwować ludzi, przedmioty, drobne gesty, sposób, w jaki przestrzeń żyje.

To naprawdę działa jak medytacja. Istnieje nawet metoda o nazwie Street Wisdom (https://www.streetwisdom.org), która opiera się właśnie na tej idei, że ulica może być nauczycielką, jeśli umiemy słuchać.

Wiele można się nauczyć, po prostu idąc, patrząc, oddychając, chłonąc codzienność.

One WomanShow, ale czy naprawdę one? Czy czujesz się w tym sama? Kto Cię wspiera – emocjonalnie, technicznie, duchowo albo fizycznie? Czy masz swoją „sieć wsparcia” albo sposób na relaks i złapanie oddechu i dystansu?

Często jestem sama. I choć lubię samotność, to więzi społeczne są dla mnie równie ważne, dają mi radość, energię i poczucie zakorzenienia.

Z częstą zmianą miejsca zamieszkania wiąże się jednak nieustanne budowanie wszystkiego od nowa: nowych relacji, nowych kręgów, nowych „przystani”. Szukanie ludzi z dobrą energią, grup networkingowych, przestrzeni, w których można odetchnąć w towarzystwie innych – to stała część mojego życia.

Na szczęście internet pozwala mi pielęgnować więzi z poprzednich etapów mojego życia zawodowego i osobistego.

To niezwykłe uczucie, gdy po latach, z drugiego końca świata, ktoś, kogo poznałam dekadę temu, pisze z propozycją współpracy. 10 000 kilometrów odległości, a jednak bliskość pozostaje.

A jeśli chodzi o relaks,  jak już wspominałam, moją przestrzenią oddechu jest poezja, muzyka i… ulica. Spacer bez celu, słuchanie dźwięków miasta, obserwowanie ludzi, to wszystko pozwala mi wrócić do siebie.

Czy łapiesz momenty zwątpienia? Takie, w których myślisz „po co mi to było?” Co wtedy robisz?

Kłamstwem byłoby powiedzieć, że takich momentów nie mam.

Wręcz przeciwnie – pojawiają się całkiem często. To naturalna część drogi, szczególnie gdy działa się samemu, bez gotowych wzorców i gwarancji sukcesu.

Kiedy czuję, że dopada mnie zwątpienie, robię coś, co nazywam „jednym telefonem do”.

Dzwonię do kogoś bliskiego, zaufanej osoby, z którą mogę szczerze porozmawiać, wypowiedzieć na głos to, co kotłuje się w środku. Czasem już samo nazwanie emocji pozwala im opaść, nabrać dystansu.

A czasem… rozmawiam sama ze sobą. Umawiam się ze sobą na rozmowę – dosłownie.

To może brzmieć nietypowo, ale wierzę, że możemy być dla siebie samych partnerem do dialogu.

Umiejętność prowadzenia konstruktywnej „autokonwersacji” nie jest łatwa, ale można ją w sobie wypracować. To niezwykle cenne narzędzie – pozwala zrozumieć siebie głębiej, znaleźć spokój i przypomnieć sobie, dlaczego w ogóle się zaczęło.

Strach ma wielkie oczy, a żyć za coś trzeba. Co robisz, gdy się boisz? Gdy masz do podjęcia niełatwe decyzje? Co Ci pomaga wytrwać? Albo przezwycieżyć momenty zawahania się?

Jest kilka czynników, które potrafią ten strach rozpędzić.

Jednym z najsilniejszych jest syndrom oszusta – to poczucie niepewności, wątpliwości wobec własnych kompetencji, które potrafi pojawić się nawet wtedy, gdy wszystko obiektywnie wskazuje, że idzie dobrze. Pomimo zewnętrznych dowodów uznania i sukcesów, wciąż czasem czuję, że „nie jestem wystarczająco dobra”, że brakuje mi doświadczenia, wiedzy, odwagi.

To bardzo powszechne zjawisko, szczególnie wśród kobiet, a jeszcze częściej wśród kobiet mieszkających na emigracji. To taki cichy, paraliżujący stwór, który potrafi ugasić entuzjazm, osłabić energię i zatrzymać w pół kroku.

Trudno go pokonać samodzielnie, dlatego warto prosić o pomoc. W moim przypadku wystarczyło kilka spotkań z cudowną psycholożką. Pomogło – naprawdę. Zrozumiałam, że strach nie znika, ale można się z nim oswoić.

Jakie wartości są dla Ciebie ważne w tym, co robisz? Czy masz swoje motto, zdanie, które prowadzi Cię przez wzloty i spadki?

Autentyczność. Bycie sobą.

To dla mnie fundament – w życiu i w pracy.

W świecie, który coraz częściej definiują algorytmy, w którym dominuje lęk przed innością, a granice między prawdą a iluzją się zacierają, szczerość wobec siebie i innych staje się aktem odwagi. Nie chcę rezygnować z własnej oryginalności. Chcę mieć odwagę być sobą, nawet jeśli to oznacza iść pod prąd. Bo tylko wtedy to, co robię, ma sens.

Uwielbiam zdanie Marty Frej: „Nie mogę przejmować się tym, co mówią inni, bo innych jest dużo i każdy mówi co innego.”

Uśmiecham się za każdym razem, gdy je czytam -przypomina mi, że życie jest zbyt krótkie, żeby próbować zadowolić wszystkich. Lepiej iść swoją ścieżką, nawet jeśli bywa kręta, bo tylko ona naprawdę należy do nas.

Czym się wyróżniasz? Co w Twoim podejściu, ofercie, energii sprawia, że ludzie wracają?

Myślę, że tym, co mnie wyróżnia, jest właśnie ta autentyczność, o której już wspominałam,  oraz nieco niekonwencjonalne podejście do powierzonych mi zadań i projektów.

Zawsze staram się “wyjść poza kadr”, zobaczyć coś więcej, niż widać na pierwszy rzut oka.

Prowadząc warsztaty dla firm czy organizacji, wplatam w nie elementy sztuki: gry teatralne, wspólne pisanie haiku, czytanie fragmentów poezji, a czasem po prostu chwilę relaksu z aromatycznymi roślinami. Lubię, gdy praca staje się doświadczeniem zmysłowym, wtedy ludzie otwierają się bardziej, łączą ze sobą i ze sobą samymi.

Z czasem nauczyłam się też słuchać, naprawdę słuchać. Doceniać i zauważać każdą osobę w grupie. Tworzyć bezpieczną przestrzeń do rozmowy i współpracy. Nie chcę prowadzić z góry – wolę współtworzyć. Rezygnuję z hierarchii na rzecz horyzontalnego dialogu, w którym każdy głos ma znaczenie. Bo tylko wtedy dzieje się prawdziwa zmiana.

Czym chcesz się pochwalić? To może być sukces, liczba, mail od klienta, który zapamiętasz do końca życia, albo coś, co zrobiłaś po raz pierwszy.

Nie wiem, czy można to nazwać „chwaleniem się”, ale ogromną przyjemność sprawia mi fakt, że ci sami klienci wracają do mnie od wielu lat. To dla mnie najpiękniejszy dowód, że nasza współpraca ma sens, że nie chodzi tylko o efekty w postaci raportów, warsztatów czy projektów, ale o coś znacznie głębszego. O wzajemne zaufanie. O relację. O to, że po prostu… lubimy ze sobą pracować. I może właśnie to jest największy sukces: tworzyć coś razem, z ludźmi, z którymi naprawdę dobrze się czujemy.

Co dalej? Co za rok lub pięć lat, co widzisz? Jakie masz cele?

Może to zabrzmi nietypowo, ale… nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, które pojawia się na niemal każdym seansie coachingowym czy rozmowie o pracę.

Zawsze funkcjonowałam w ten sposób: skupiam się na tu i teraz, a co będzie potem – czas pokaże. Może nie jest to najbardziej „odpowiedzialna” strategia, ale daje mi poczucie wolności.

Zamykam oczy i próbuję sobie wyobrazić, gdzie będę za pięć lat… I widzę jednocześnie kilka miejsc: Buenos Aires, Rwandę, Bałtyk, Lyon…

W Buenos Aires prowadzę warsztaty feministyczne, w Rwandzie realizuję badania nad inkluzją i intersekcjonalnością, nad Bałtykiem rozwijam hydrofeministyczny projekt, a w Lyonie – siedzę nad rzeką i kończę pisać moją książkęJ

To wizja nierealna? Być może. Ale właśnie w tym tkwi radość: wolność wyboru, płynność, możliwość życia w wielu światach na raz. I świadomość, że każdy dzień jest szansą, by choć trochę zbliżyć się do tych marzeń.

Żałujesz czegoś? Decyzji, straconego czasu, okazji? A może niczego?

Kiedy tylko zaczynam czegos żałować, przypominam sobie, życie jest jedno i krótkie.

Nie ma sensu gubić się w wyrzutach sumienia, bo każda sytuacja, każde wydarzenie, każdy popełniony błąd uczy nas czegoś ważnego.

Dzięki nim brniemy przed siebie mądrzejsi, silniejsi, bardziej świadomi siebie i świata.

Nie żałuję więc, a raczej zbieram lekcje i idę dalej.

Jaka jedna rada poleciałaby od Ciebie do innych, którzy właśnie zaczynają?

Rzucić się na gorącą wodę. A jeśli coś nie wyjdzie, spróbować jeszcze raz.

Nie rezygnować z marzeń. Być dumnym z popełnionych błędów, ale jeszcze bardziej z tego, czego nas nauczyły. Bo to właśnie te lekcje kształtują naszą siłę, odwagę i prawdziwą drogę.

Czy masz swoje motto, a może jest ktoś lub coś, bardzo Ci pomogło? Albo zmieniło Twój sposób myślenia? Mentor, podcast, książka, rozmowa, zdanie, które zapamiętasz na zawsze?

Mam wiele mentorek: artystek, poetek, pisarek, dyplomatek, businesswomen… Przeważnie są to kobiety, dlatego mówię o mentorkach, a nie mentorach.

Kiedy byłam małą dziewczynką, wydawało mi się, że świat został stworzony przez mężczyzn. Kochając czytać, odkrywałam głównie książki pisane męskim piórem, zarówno lektury szkolne, jak i klasykę literatury.

Dziś moja domowa biblioteka jest prawie wyłącznie kobieca. Bell Hooks, Olga Tokarczuk, Emily Brontë czy… Maya Angelou. To właśnie w jednej z jej książek przeczytałam zdanie, które na zawsze zapadło mi w serce: „Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.”

I tak właśnie chcę mierzyć swoje życie – pełnią, intensywnością, odwagą i zachwytem nad każdym dniem.

Dziękuję Ci bardzo przyjęcie zaproszenia. Trzymam kciuki za kolejne Twoje podróże i projekty.

Paulina

Przydatne linki:

Alicja Korek-Courbon (She/Her) | LinkedIn

Alicja Korek – Facebook

Zapraszam do przestrzeni podcastowej:

Biznesowy One Wo/Man Show