Czasem biznes zaczyna się… od kuchni babci, wakacji pełnych gotowania i pytań o to, jak jedzenie wpływa na nasze zdrowie i codzienność.
Tak swoją drogę rozpoczęła Emilia Piotrowska, dietetyczka dziecięca i twórczyni marki Strategia Jedzenia. Stacjonarnie w Łodzi, ale i online, pomaga rodzicom i dzieciom zmieniać nawyki żywieniowe, pokonywać trudności związane z jedzeniem i uczyć się, że posiłki to nie tylko kalorie, ale także emocje, relacje i poczucie bezpieczeństwa.
Jej historia to podróż od gastronomii, przez korporację i chorobę, aż do miejsca, w którym pasja spotkała się z misją. Dziś Emilia nie tylko wspiera rodziny w trudnych procesach zmiany, ale także daje im coś znacznie cenniejszego, poczucie, że nie są w tym sami.
W wywiadzie opowiada o odwadze, chwilach zwątpienia, sile wsparcia i o tym, dlaczego czasem najlepszą radą jest po prostu: „Bój się i rób”.
Przydatne linki: Emilia Piotrowska | LinkedInEmilia Piotrowska | FacebookDietetyk Dla Dziecka | Wybiórczość | Dietetyk Dziecięcy Łódź
https://calendly.com/strategiajedzenia
Zapraszam do słuchania, a także lektury wywiadu na: Blog – Paulina Courbis-Poncet
Paulina
Kontakt:
LinkedIn: www.linkedin.com/in/paulina-courbis-poncet/
E-mail: hello@paulinacourbis.com
Transkrypcja odcinka
Od kuchni – czyli jak wszystko się zaczęło
HOST: Dzień dobry. Dzisiaj mam przyjemność gościć w moim podcaście Emilie Piotrowską. Osoby, która zawiaduje strategią jedzenia, dietetyczkę dziecięcą, która pomaga rodzinom i dzieciom pokonywać problemy i trudności związane z jedzeniem. Dzień dobry Emilio. Tym razem przeniesimy się w naszych przestrzeniach z rozmowami do Łodzi. Natomiast Emilia prowadzi konsultacje i te zajęcia edukacyjne, powiedzmy dla rodzin, dla dzieci, także w przestrzeniach online’owych. Natomiast zanim zaczęłaś się zajmować Strategią Jedzenia. skąd pomysł na taką markę?
GOŚĆ: Właśnie wiele lat moje życie było skupione wokół jedzenia, ponieważ ja mam dziadków, którzy mieszkali w lesie więc wszystkie wakacje spędzałam tak naprawdę u dziadków. I już jako mała dziewczynka towarzyszyłam mojej babci w kuchni, i tak naprawdę ta miłość do jedzenia to zaczęła się od moich najmłodszych lat za sprawą mojej babci i to jedzenie gdzieś zawsze było było dla bardzo ważne i było u nas w domu ważne, bo spotykaliśmy się przy stole, gdzie toczyły się święta dyskusje i budowały się relacje.
Od bufetu po własną strategię
GOŚĆ: Potem jak to w życiu, jakieś szkoły, studia, życie zawodowe i tak naprawdę przez chwilę nawet gdzieś przewijała się gastronomia w moim życiu dość długo, zaczynając na studiach od kelnerowania, a potem jeszcze nawet miałam przez 10 lat działalność słuchajcie w branży gastronomicznej. No ale to wprowadziłam bufet na Politechnice Łódzkiej, stówkę w telewizji łódzkiej. Także było, było trochę projektów tak, związanych z jedzeniem. No ale to wszystko gdzieś tam się rozeszło w momencie, kiedy pojawił się mój pierwszy syn i ja nie do końca miałam czas się tym zajmować tak, jakbym chciała. Plus różne rzeczy sprawiły, że gdzieś tamten biznes trochę, że tak powiem obroty spadły, no i wymagał poważnego zaopiekowania i ja zarzuciłam to zajęłam się byciem mamą.
Kiedy wszystko zaczyna się od dziecka
GOŚĆ: Tak naprawdę ponieważ mój syn urodził się alergikiem i wymagał też dużego wsparcia no to gdzieś tam moje moja uwaga tutaj na tą tą sferę życia wtedy przeszła. No i zaczęło się to wszystko od mojego syna, ponieważ cierpiał na atopowe zapalenie skóry, a w tamtym czasie, czyli to było mniej więcej jakieś 16 lat temu już, na polskim rynku wiedza na temat zdrowego żywienia w połączeniu właśnie z takimi dolegliwościami u małych dzieci jeszcze raczkowała. Żaden lekarz mi nie powiedział o czymś ważnym, czego bym nie wiedziała. Ja zaczęłam szukać w światowych bibliotekach, tam w jakichś źródłach medycznych. No i okazało się, że faktycznie tą dietą można sobie trochę pomóc, można wymodelować niektóre rzeczy. Nie trzeba się smarować tylko sterydami i gdzieś tam skupić tylko na tej medycynie konwencjonalnej. Zaczęłam stosować w takich mniejszych zaostrzeniach choroby różne oleje naturalne. Z konopi siewnych, o których wtedy nie było jeszcze w Polsce w ogóle za bardzo wiadomo i różnych innych. No i dobraliśmy do siebie taką pielęgnację skóry, która się u nas sprawdzała i w połączeniu z dietą spowodowała, że to topowe zapalenie skóry było w miarę znośne i nie doprowadzało już do jakichś tam dramatów. A z czasem opanowaliśmy je na tyle, że ona zupełnie zniknęło z naszego życia.
No i wtedy dokonałam takiego odkrycia, że kurczę, no jednak takimi prostymi sposobami, natomiast no tak naprawdę długimi konsekwentnym działaniem, bo najpierw to było testowanie co u nas się sprawdzi, a potem przez wiele miesięcy stosowanie różnych tych rzeczy, no ale to dawało super efekt. Ponieważ ja też cierpię na różne autoimmunologiczne choroby, zaczęłam zmieniać dietę u siebie i okazało się, że czuję się o niebo lepiej. No i tak się zaczęła moja przygoda w poszukiwaniu różnych informacji, czytaniu, grzebaniu i pogłębianiu tematu tak naprawdę.
Nauka, pasja i nowe początki po czterdziestce
GOŚĆ: Ale to absolutnie nie myślałam o tym w takiej kwestii zawodowej. Przez lata po prostu mnie to bardzo interesowało. Można powiedzieć, że to była jakaś taka moja pasja, ikonik. I w momencie, kiedy zeszłam w drugą ciążę, cztery lata później, okazało się, że ciąża jest zagrożona. No i musiałam leżeć, co dla mnie było wybitną karą, więc stwierdziłam, że co ja będę tak leżeć. Jak już tyle wiem o tym zdrowym żywieniu, to chociaż sobie pójdę na jakieś kursy, żeby może dowiedzieć się czegoś więcej, zobaczymy co oni tam proponują.
I tak faktycznie skończyłam kurs coacha dietetycznego i doradcy żywieniowego, ale robiłam to również zupełnie dla siebie nie myśląc o tym, żeby jakkolwiek to potem wykorzystywać. Mój drugi syn się urodził, okazało się, że ma astmę dziecięcą, więc weszły w grę również alergie, inne cuda, znowu dieta, znowu jakaś tam walka i znowu okazało się, że efekty są niezłe.
Jak rozmawiałam w żłobku czy w przedszkolu z mamami, to one czerpały gdzieś tam z tych moich podpowiedzi wiedzę, wprowadzały ją w życie i okazało się, że wracały do mnie z takim feedbackiem, że to jest świetne, że w ogóle nikt im o tym nie powiedział, że to zadziałało, że super. Namówiły mnie na założenie profilu na Facebooka. No i ten profil sobie tam wisiał przez x lat. Ja sobie pracowałam w w zupełnie innych branżach.
Korporacja i słuchanie ciała
GOŚĆ: Radziłam tym mamą w przedszkolu i tak to było gdzieś obok. Natomiast jak już dzieciaki podrosły postanowiłam, że pójdę na całość i pójdę do korporacji robić karierę i mogę się temu już poświęcić zostawiając gdzieś tam ten dom na uboczu bardziej. No ale mój organizm po roku życia na obrotach na maksa i w stresie niestety i powiedział mi, że stop, że to nie jest dla Ciebie, musisz się zatrzymać i gdzieś tam te moje autoimmunologiczne dały mi mocno w kość. No i to był taki zwrot akcji, kiedy ja będąc już po czterdziestce stwierdziłam, że kurczę, tak naprawdę to ja radzę tym mamom. I tyle ludzi do mnie przychodzi, że ja chyba chciałabym to robić.
Studia
GOŚĆ: No i z dnia na dzień tak naprawdę porzuciłam tą pracę, poinformowałam rodzinę, że idę na studia. Mój syn nastoletni popatrzył na mnie jak na wariatkę. Poszłam na te studia, skończyłam. W międzyczasie trochę uczyłam się, wiesz, nowoczesnych technologii, social mediów i wszystkich innych rzeczy związanych z tworzeniem marki na forum biznesowym i nie tylko. No i tak to się zaczęło, że gdzieś tamta edukacja bardzo dobrze się potoczyła, bardzo mnie to zmobilizowało. To był jakiś taki zastrzyk, wiesz, po tej czterdziestce, takiej nowej energii i przede wszystkim też dopadło mnie takie uczucie trochę uwolnienia, że ja w końcu robię coś na swoich warunkach, to co chcę, to co mogę, a nie muszę. No i tak to się zaczęło.
Strategia Jedzenia
HOST: A ta nazwa dotycząca strategii, bo przekornie to tak mogę zdradzić, że twój adres mailowy nie jest strategią jedzenia. Kryje się pod tym kobieta kreatywna i to absolutnie jak z tobą rozmawiam, mam wrażenie, że ta kreacja u ciebie jest tym elementem, który cię ciągnie do przodu. Natomiast czystą tą strategią jedzenia to też jest troszkę tak, że przygotowując się do wypuszczenia, nie wiem, nowego produktu czy nowej firmy, to jest dokładnie tak samo, jeżeli myślimy o jedzeniu i podejściu do realizacji właśnie nowego projektu pod tytułem Chcę Żyć Lepiej. Czy to stąd ta strategia jedzenia u Ciebie w samej nazwie?
GOŚĆ: Wiesz co, nie. Zaczęło się w ogóle od tego, że ja postanowiłam uderzyć z ofertą do dorosłych i myślałam o biznesie. Mam już nawet takie szkolenie skrojone właśnie, a propos poprawiania swojej efektywności w pracy, tego jak skonstruować posiłek, żeby nie dopadały nas spadki energii. Jak zadbać o siebie, żeby być w miarę odpornym, a jeśli nawet dopadnie nas jakieś przeziębienie, to żeby ten organizm na tyle dobrze zbudowany i wzmocniony, żeby sobie z tym świetnie i szybko poradził. Więc taki produkt już mam.
Ale jak się zaczęło z tymi dorosłymi to tak naprawdę okazało się, że ja do końca tego nie czuję i wracały do mnie cały czas te dzieci i te mamy, które wcześniej namawiały mnie na otworzenie tego biznesu i postanowiłam sobie, że muszę stworzyć taką firmę, której nazwa no nie będzie, wiesz, pani marchewka, no bo jak pani marchewka złoży do dużej firmy ofertę szkoleniową, to trochę słabo, więc wymyśliłam taką nazwę, która pasuje ednocześnie i do takiej rodzinnej dietetyki i do dietetyki takiej, która byłaby z kierowania na do dorosłych czy do biznesu.
Holistyczne podejście
GOŚĆ: A tak naprawdę jak to wymyśliłam, to chwilę później okazało się, jak już zaczęłam prowadzić pacjentów indywidualnych, że to jest doskonała nazwa na proces, który ja prowadzę, ponieważ ja nie jestem takim typowym dietetykiem, do którego się przychodzi, dostajesz jadłospis na dwa tygodnie i zapraszam za dwa tygodnie, no to porozmawiamy co się udało, a co się nie udało. Jeśli chodzi o dzieci, ja jestem też po pedagogice, zawsze bardzo interesowała mnie psychologia. Jestem mamą dwóch nastolatków, więc przeczytałam milion książek dotyczących różnych nurtów wychowania. I jeśli chodzi o dzieci, to uważam, że bardzo ważny i jest taki proces holistyczny. To znaczy nie możemy się skupić tylko na jedzeniu wyrwanym z kontekstu, bo to zazwyczaj się nie udaje. Dzieci wiadomo, podejmują bunt, dyskusje, zawsze wiedzą lepiej, a już na pewno nie słuchają rodzica. Pani marchewki tudzież, pani dietetyczki też nie zawsze, a jeśli już to przytakują na spotkaniu, a potem w domu, rozumiesz, gehenna, bo co…
HOST: Ja rozumiem, też mam nastolatkę w domu.
Proces oparty na relacjach
GOŚĆ: No, dokładnie tak, więc okazało się, że ten proces musi być taki trochę oparty na relacjach, oparty na zabawie, wchodzący w taką przestrzeń około-jedzeniową, czyli ja troszeczkę instruuję rodziców, jak mają z tym dzieckiem rozmawiać o jedzeniu przy stole, że muszą totalnie wycofać się z presji, która bardzo często się pojawia. Ja się specjalizuję w ogóle w wybiórczości pokarmowej, w takich nazwijmy to niejadkach, choć nie lubię tego określenia, bo to bardzo szufladkuje. No ale te historie wyglądają zazwyczaj tak, że rodzic jest zestresowany i chce za wszelką cenę nakarmić dziecko, więc pojawiają się namowy, naciski, próby przekupstwa, kary i tak dalej i tak dalej i to musimy z tej przestrzeni żywieniowej wyrzucić, więc to jest taka terapia związana z bardzo szerokimi przestrzeniami, bo ja tego rodzica muszę tam trochę coachować, naprowadzić też na taką dobrą drogę, a przy okazji wytłumaczyć mu też, że to, że dziecko nie je, to zawsze ma jakąś przyczynę. Musimy do tej przyczyny też dojść, więc to jest też oparte o bardzo szeroki wywiad. I no, stwierdziłam, że to nie jest taki zwykły proces i jest to faktycznie strategia, która dotyka bardzo wielu przestrzeni życia tych moich pacjentów.
One Woman Show
HOST: Bo działasz sama i to, że tak powiem sama ciągniesz ten wózeczek z tymi projektami. A czy masz kogoś albo właśnie jakąś taką grupę wsparcia, którą możesz powiedzieć, słuchajcie jeżeli myślicie o tworzeniu biznesu to pomyślcie o. Czy masz taką listę albo może nie listę, ale chociaż taki zaczątek tego, kogo warto mieć koło siebie właśnie, żeby ruszyć z miejsca.
GOŚĆ: Wiesz co, zaczynałam kompletnie bez przygotowania, bo życie mnie zaskoczyło. Ale ponieważ trwa to już ponad dwa lata, to w międzyczasie szkoląc się z różnych dziedzin, wchodząc w jakieś networkingi biznesowe, w jakieś spotkania lokalne, bo uważam, że to jest ważne, ludzie są ważni, poznałam mnóstwo ludzi. Na razie nie mam takiej potrzeby, żeby gdzieś tam tutaj kogoś wciągać. Jestem też taką osobą, pewnie mnie z tego, no na pewno na którymś etapie się z tego wyleczę, bo tak jak Ci wspominałam przez 10 lat miałam branżę gastronomiczną i firmę i troszeczkę też popełniałam dokładnie ten sam błąd, że sama wszystko zrobię najlepiej. Dokładnie.
HOST: Zosie Samosie, to jest coś co pokutuje w tych naszych małych raczkujących biznesach.
GOŚĆ: Dokładnie. Teraz już jestem na tyle świadoma, że wiem, że w którymś momencie musisz to puścić i komuś oddelegować, natomiast to jest jeszcze nie ten moment, ale myślę sobie, że jeśli przyjdzie ten moment, to na pewno jest sporo osób, których mogę się już zwrócić o pomoc.
Co zaskakuje w biznesie
HOST: A powiedz mi, czy co najbardziej ci zaskoczyło w prowadzeniu własnego biznesu? Czy jest coś takiego, co powiesz, „o kurczę, tego się nie spodziewałam! Poza oczywiście, że tak powiem, płatnościami, bo to zawsze zaskakuje,”.
GOŚĆ: Wiesz co, może… No, ponieważ to nie był dla mnie pierwszy punkt styku, to te tematy mnie gdzieś tam nie zaskoczyły. Natomiast mogę powiedzieć, że z takiego, dietetycznego troszeczkę koszyka, to zaskoczyło mnie to, że bardzo wiele mam jest totalnie wypalonych. Czekają bardzo długo w nadziei, że coś się zmieni. Komunikaty z zewnątrz brzmią, pójdzie do przedszkola to zacznie jeść, bo zobaczę inne dzieci itd. itd. Ale to się to nie jest takie proste. I bardzo często jest tak, że mamy są z tym same, bo ojcowie, nie wiem, więcej pracują na przykład, gdzieś tam, zajmują się zupełnie innymi rzeczami. Bardzo często są w tym takim bólu i stresie związanym z opieką dziecka osamotnione. I tak naprawdę bardzo często jest tak, że jak przychodzi do mnie mama z problemem dziecka, to ja najpierw tą mamę wyciągam na prosto, bo te mamy przychodzą i często płaczą, bo obwiniają siebie za to, że nie potrafiły przez tyle lat nauczyć swojego dziecka jeść, że tam jakaś mama teściowa to cały czas komentuje, że to jest jej wina, że w przedszkolu czy w szkole są obwiniane też.
Nie byłam świadoma do końca tego, że tak to wygląda jeśli chodzi o to napięcie z zewnątrz, że te kobiety są tak zmęczone i tak sfrustrowane tym tematem, tak, więc trochę na to nie byłam przygotowana i tutaj znowu wkrada się temat strategii, bo to faktycznie tak jest, że to ta zmiana u dziecka musi wyjść od rodzica, to rodzic musi być na to gotowy, bo jeśli mamy mamę, która przychodzi i mówi ja spróbowałam wszystkiego i to się nie uda bo moje dziecko je najgorzej na świecie no to jeśli nie zmienimy tego podejścia to to się faktycznie nie uda i ja zawsze mówię mamom słuchajcie no przeprowadziłam już x pacjentów i u jednych to trwało 3 miesiące, u innych pół roku, u innych 2 lata, bo to wszystko bardzo zależy, ale to się udaje. Potrzebna jest nam tylko systematyczna praca. Ja wam daję wsparcie, jesteśmy w kontakcie itd. itd., ale wy musicie uwierzyć w to, że skoro innym się udało, to wam też się uda i to z tego poziomu musimy wyjść. Więc ta praca jest tak naprawdę najpierw z rodzicem.
Praca z emocjami
HOST: No ja się absolutnie zgodzę, bo u ciebie to rzeczywiście podejrzewam ten poziom emocji, które dostajesz od osób, którymi pracujesz. Myślę, że to nie jest łatwe. Znaczy być może ja patrzę przez siebie, tak? Bo ja bardzo, że tak powiem, biorę emocje ludzi, z którymi pracuję, myślę, że to jest coś, co trzeba też sobie zdawać sprawę, że wchodząc w relacji jakiekolwiek biznesowe, właśnie czasami jest ten taki moment, kurczę to nie jest tylko biznes, tak, to mamy do czynienia z żywym organizmem, z osobą, która czuje, która ma swój bagaż emocji, który czasami, chcąc nie chcąc, otwieramy, tak, w momencie jeżeli dochodzi do właśnie do współpracy.
I to nie tylko dietetycznej mogę powiedzieć, to bywa różnie. I rzeczywiście chyba stawianie na nogi to jest taki element, który jest potrzebny chyba czasami każdemu. Bo nawet jak jesteś silna i wiesz co chcesz robić, czy silny. I okej, jestem zmotywowany, ja to zrobię, ale w pewnym momencie dochodzi do tego, że jestem z tym wszystkim sama. No, to jest temat, który uważam bardzo, bardzo ważny, żeby też mieć dla siebie taki, taki wentyl bezpieczeństwa, żeby mieć taką przestrzeń, żeby też móc się oczyścić z tego wszystkiego, w cudzysłowie, tak to, tak to nazwę, tak, z tej, z tych emocji, które też dostajemy w relacjach również
Biznes z potrzeby serca
GOŚĆ: I oczyścić i dla mnie bardzo trudne na początku było to, bo ja, wiesz, ja zaczęłam ten biznes, nie ze stopy biznesowej, tylko ze stopy będę pomagać. No i nagle okazało się, że, wiesz, przychodzą, przychodzi mama z dzieckiem i są naprawdę w trudnej żywieniowo sytuacji i na przykład nie dochodzi do współpracy i ja zostaję z tym, że to dziecko nie dostało tej pomocy.
HOST: I jak sobie z tym radzisz? Radzisz sobie w ogóle z takimi momentami?
GOŚĆ: Wiesz co, no muszę. Teraz już po czasie trochę tak wiesz, no do człowieka w którymś momencie dochodzi, że świata samemu się nie zbawi. No trudno takie tak. Tak to wygląda, takie są realia. Natomiast no jeśli ktoś ci o tym nie powie wcześniej, to jest taki trochę kubeł zimnej wody na dzień dobry, nie? Gdzie ty się tam starasz, działasz, że robisz wszystko co możesz, a po trzech spotkaniach mama ci mówi, że no ona bardzo przeprasza, ale ona jednak nie ma siły, nie wiem, na przykład ćwiczyć z dzieckiem codziennie, bo ta terapia karmienia polega trochę, jest trochę podobna do takiej terapii logopedycznej, że ty codziennie te 15 minut dziecku musisz na pewne ćwiczenia poświęcić.
HOST: To mogę wtrącić taką ciekawostkę, Francji rzeczywiście to logopedzi zajmują się terapią jedzenia, więc to też taka ciekawostka.
Praca na wielu płaszczyznach
GOŚĆ: No tak, bo to jest mocno powiązane, tak dokładnie. Ja też bardzo często pacjentów wysyłam na jakąś diagnozę neurologopedyczną, bo tak naprawdę bardzo wiele tematów trudności związanych z jedzeniem, szczególnie u mniejszych dzieci, wynika z tego, że mają na przykład obniżone napięcie języka lub jakieś tam inne dysfunkcje w obrębie aparatu mowy, które warto ze specjalistą wyćwiczyć albo chociaż wiedzieć o nich.
Plany na przyszłość
HOST: A powiedz mi, przeskakując z tego co teraz, a co później? Jakie są twoje plany, cele, marzenia? Masz coś się właśnie w zanadrzu?
GOŚĆ: Wiesz co, no jestem na etapie pisania ebooka i trochę chcę też wejść w te produkty cyfrowe. W szkole nie dla biznesu już jest, pewnie skupię się gdzieś tam na szukaniu jakichś biznesowych klientów w najbliższym czasie. A co później? Nie wiem. Na razie nie mam jeszcze aż tak od rana do nocy zapchanego kalendarza, żeby już mówić, że muszę na maksa tutaj myśleć o dywersyfikacji tej swojej wiedzy i tak dalej. Zobaczymy. Jeszcze się nie zmęczyłam tymi konsultacjami, że tak powiem face to face.
Także na razie daje mi to bardzo dużą satysfakcję i te dzieciaki, którym pomagam i przede wszystkim też ci rodzice, którzy po jakimś czasie przychodzą z taką ulgą o matko. Ja już myślałam, że dla nas tu nie ma żadnej nadziei, a tutaj jednak jest światełko w tunelu. Wiesz, to mi daje na razie taką satysfakcję i takiego kopa, że na razie nie myślę o jakichś tam zmianach.
Planowanie
HOST: Wiesz co, ja absolutnie rozumiem. i to też jest tak, znaczy ja to tak czuję, bo to też na swojej skórze przechodziłam, że czasami to, że ten kalendarz nie jest super zapchany, to wcale nie jest tak do końca źle, bo wtedy masz rzeczywiście przestrzeń, żeby myśleć i żeby jeszcze kreatywnie podchodzić do pewnych kwestii, bo w momencie, jak jesteś w takim pędzie, gdzie rzeczywiście są takie tygodnie, kiedy nie mam czasu siąść i pomyśleć, to wtedy człowiek się zastanawia i właśnie nie ma czasu się zastanowić do tego, co i jak może zrobić, jak do pewnych tematów podejść inaczej. Więc tutaj też tak bym zostawiła taki off-topik dla tych, co się martwią, że na razie jest takim troszkę za luźno. Czasami ten luz pozwala nam też właśnie nabrać trochę powietrza, żeby później móc bardziej do przodu pójść.
GOŚĆ: Wiesz co, ja mam też taką zróżnicowaną pracę, ponieważ ja uważam, że jednak edukacja to jest podstawa, że ta edukacja i budowanie świadomości żywieniowej wśród rodziców i dzieci powinna iść bardzo mocno do przodu i prowadzę też na przykład w przedszkolach czy szkołach warsztaty edukacyjne, więc to nie jest tak, że ja tylko siedzę w gabinecie, więc trochę mam taką rozproszoną tą pracę i dzięki temu też myślę sobie, że nigdy nie będę aż tak bardzo wiesz przeciążona tą ilością pacjentów, bo robię mnóstwo gdzieś tam rzeczy związanych z moją branżą, ale nie skupioną tylko na pracy takiej wiesz sensu stricte gabinetowej, także bardzo bardzo fajnie.
Edukacja i podnoszenie świadomości
GOŚĆ: A też a propos jeszcze właśnie edukacji to kiedyś właśnie rozmawiałam z taką mamą teraz mi się tak przypomniało że no tak no tak no ale to wszystkie dzieci to wiedzą że warzywa są zdrowe i tak dalej i tak dalej. Natomiast słuchajcie u nas w Polsce jakiś czas temu w przedszkolach dzieciaki zaczęli uczyć pierwszej pomocy i tam wiesz jak coś się dzieje to dzwoni na numer 112, i tak dalej i tak dalej i teraz nie wiem nie wiem ile lat temu to się zaczęło. Już po kilku latach okazywało się, że widzimy tego efekt, nie wiem, jakiś pożar, jakiś trzylatek zadzwonił na to 112, że jakiś tam dziesięciolatek w tramwaju zrobił sztuczne oddychanie pani, która zędlała i tak dalej i tak dalej. Więc ja uważam, że ta edukacja i ta praca u podstaw jest bardzo ważna. I tak naprawdę, jeśli wyedukujemy żywieniowo i rodziców i dzieci, to za parę, paręnoście lat będzie tego efekt, a tego niestety brakuje.
Zakończenie
HOST: To tak kończąc, masz jakąś radę dla takich, co startują? Coś od serca.
GOŚĆ: W sensie startują w biznesie dietetycznym?
HOST: Niekoniecznie dietetycznym, wiesz, bo nie sądzę, że ci, którzy nas słuchają wszyscy, tak powiem pójdą w dietetykę, bo to różnie bywa, ale właśnie z przesłaniem dla tych, co może boją się, aby chcieli, a może nie wiedzą, że chcą.
GOŚĆ: No, myślę, że jako już dojrzała osoba po czterdziestce, która postawiła wszystko na jedną kartę, to ja sobie nawet wydrukowałam na lodówce takie bardzo krótkie i dosadne zdanie, bój się i rób. Bo dla mnie ogromnym wyzwaniem było to, że ja wchodzę w biznes, którego nigdy nie robiłam, a jeszcze oprócz tego muszę na przykład kręcić rolki, a przecież rolki to kręcą tylko młode i piękne dziewczyny i tak dalej i tak dalej. Wiesz, no to było milion wyzwań dla mnie i takich rzeczy do przepracowania, dokładnie, więc to bój się i rób, to jest kluczowe.
HOST: I tym zdaniem zakończymy dzisiejszą rozmowę. Bardzo Ci dziękuję za to spotkanie i mam nadzieję, że będzie więcej takich, co mimo strachu będą działać i robić. Bardzo Ci dziękuję.
GOŚĆ: Bardzo dziękuję za zaproszenie było mi bardzo miło.

